You are currently viewing Posłał wątpiących i nierozumiejących

Posłał wątpiących i nierozumiejących

Sobota

Wchodzę do sklepu na cotygodniowe zakupy. Widzę go już z daleka. Piękny, mały, jeszcze nie w pełni rozwinięty, różowy bukiet róż. Wyciągam z wiaderka i pakuje do koszyka. W domu orientuje się, że nie mam wazonu. Rozglądam się po kuchni w poszukiwaniu czegoś, co go zastąpi. Na lodówce widzę pusty  słoik po ogórkach kiszonych od mamy.  Ściągam go, wlewam wodę i  wkładam mój bukiet.  Kilka minut szukam dla niego odpowiedniego miejsca rozglądając się po mieszkaniu. W końcu decyduję się położyć go na środku stoku.

Niedziela

Siadam na łóżku.  W rękach trzymam Pismo Święte otwarte na dzisiejszej Ewangelii. Mój wzrok zatrzymuje się na fragmencie:

„Poszli jak chciał Jezus, na górę, ale wątpili. A on podszedł do nich ich posłał, żeby głosili to co widzieli”

Zaraz zaraz, oni wątpili, a On to tak zostawił ? W mojej głowie pojawia się taka myśl.

Nie wytłumaczył, tylko wysłał ? Nie rozumiejących?

Przypomina mi się usłyszane kiedyś zdanie: Bóg to tajemnica, wszystko co o nim wiesz, nie jest nawet w połowie prawdą o Nim.

To o Kim ja mam opowiadać ? Czuję narastającą złość i słyszę pojawiające się w głowie pytanie: to o czym Chcesz żebym opowiadała? Skoro nie rozumiem, nie wiem. Wątpię, pomimo tego że jestem co tydzień na mszy, że się modlę, czytam Pismo Święte.

W mojej głowie pojawia się kolejna myśl, a ja czuję, że zaczynam już marszczyć czoło, jak zawsze kiedy czego nie rozumiem. Przecież do ludzi wychodzi się z czymś konkretnym, z wiedzą, profesjonalizmem, doświadczeniem. To musi mieć swój poziom. Nie może być byle jakie.

Wtem mój wzrok zatrzymuje się na słoiku z kwiatami.  Słoik – naczynie, kwiaty –  esencja. Cel słoika ? Wyeksponować kwiaty. Zamykam oczy i cicho śmieje się z własnych myśli. Zapomniałam o najważniejszym. Ja jestem naczyniem, słoikiem, różami Pan Bóg. To On ma mówić przeze mnie. Jestem naczyniem, dzięki któremu Bóg może być lepiej widoczny. Tak jak róże w słoiku. Nie byłoby ich jednak, gdyby nie ten wazon.  Bóg istniałby beze mnie. Ale nie chce. Zamiast tego mówi mi: Idź i mów o mnie. JA dam Ci słowa, JA poprowadzę, JA dam doświadczenie, Ja wskaże.

Po poprzedniej złości nie ma już śladu. Jest cisza, wdzięczność i niedowierzanie.

Ciągle zapominam że to On jest w centrum. On jest źródłem mojego spokoju, szczęścia, spełnienia. A On, jak cierpliwy i kochający rodzic, ciągle mi o tym przypomina. Trzyma za ręce jak mama uczące się chodzić dziecko. Mogę być spokojna,  On czuwa.